Polski rynek napojów bezalkoholowych znacząco rozwinął się w ostatnich latach, oferując już nie tylko sklepowe półki uginające się od piw 0,0%, ale też bezalkoholowe wina czy gotowe napoje zero, imitujące znane, smakowe drinki.
Wyroby te kojarzone są jako nowoczesna, zdrowa alternatywa dla osób prowadzących aktywny tryb życia, kierowców czy osób dbających o linię. Trend ten jednak wywołuje konsternację wśród osób uzależnionych od alkoholu oraz ich bliskich, dla których takie produkty kojarzą się jednak z dużym problemem. Dlaczego produkty oznaczone symbolem 0,0% stanowią tak ogromne zagrożenie dla trzeźwości?
Alkoholizm jako choroba – konsekwencje zdrowotne
Czy butelka piwa bezalkoholowego dla osoby uzależnionej to dobry pomysł? To wyjątkowo kuszące rozwiązanie, jednak niosące ze sobą ogromne wręcz ryzyko złamania abstynencji. Alkoholizm jest przewlekłą, postępową i nieuleczalną chorobą układu nerwowego oraz psychiki, która nie wynika ze słabej woli chorego, a ze złożonych mechanizmów uzależnienia. Spożywanie napojów „imitujących” te alkoholowe może w takim przypadku zadziałać odwrotnie od zamierzonego celu i zamiast zastąpić chęć sięgnięcia po prawdziwy odpowiednik, wywołać ją i wzmocnić.
Wymiar fizyczny uzależnienia wiąże się ze stopniową dewastacją organizmu przez etanol, będący sam w sobie trucizną, oraz jego toksyczny metabolit, jakim jest aldehyd octowy. Regularne, nadmierne spożywanie alkoholu prowadzi do szkodliwych zmian w funkcjonowaniu wielu narządów i układów.
Alkohol wywołuje stłuszczenie, alkoholowe zapalenie, a w konsekwencji nieodwracalną marskość wątroby. Zwiększa ryzyko ostrego zapalenia trzustki oraz nowotworów przełyku, żołądka i jelit. Tym samym stanowi zagrożenie dla zachowania zdrowia układu pokarmowego na każdym jego odcinku. Przyczynia się ponadto do rozwoju nadciśnienia tętniczego, kardiomiopatii alkoholowej, zaburzeń rytmu serca oraz znacząco podnosi ryzyko udaru mózgu i zawału serca.
Alkoholizm znacząco odbija się również na strukturze układu nerwowego, powodując postępującą neurodegenerację, uszkodzenia obwodowego układu nerwowego (polineuropatia) oraz trwale zaburza budowę mózgu, obniżając sprawność intelektualną i wywołując problemy z koncentracją.
Wpływ alkoholu na psychikę
Znacznie bardziej niebezpieczny wymiar alkoholizmu kryje się jednak w psychice. Alkohol ingeruje w neuronalny układ nagrody, wymuszając nadmierne wydzielanie dopaminy i serotoniny. Mózg z czasem przestaje prawidłowo funkcjonować bez tego chemicznego stymulatora, pogłębiając tym samym mechanizm zmuszający do sięgania po kolejną dawkę.
W efekcie rozwija się potężny system iluzji i zaprzeczeń, czyli zestaw podświadomych mechanizmów psychologicznych, które każą choremu racjonalizować picie, minimalizować jego skutki i zrzucać odpowiedzialność za chorobę na otoczenie, na przykład zawodowe, w którym styka się ze stresem. Osoba uzależniona zmaga się z głębokimi zaburzeniami emocjonalnymi, stymulowaną przez alkohol depresją, stanami lękowymi, stałym poczuciem winy oraz stopniowym osłabianiem więzi społecznych i rodzinnych.
Na czym polega skuteczne leczenie choroby alkoholowej?
Leczenie uzależnienia (a właściwie zaleczanie nałogu, który już zawsze towarzyszyć będzie choremu), opiera się zarówno na wsparciu psychologicznym, jak i, niekiedy, farmakoterapii (można tu wspomnieć chociażby o wszywkach alkoholowych, które oferowane są pacjentom w prywatnych gabinetach takich, jak Chirurg24 w Warszawie). To złożony proces, a zrozumienie leczenia uzależnienia jest kluczem do pojęcia, dlaczego zamienniki alkoholu są niedozwolone w przypadku tego nałogu. Powszechnie uważa się, że celem leczenia jest po prostu zaprzestanie picia. To nie do końca prawda. Ustąpienie objawów fizycznych i powstrzymanie się od konsumpcji substancji to jedynie wstęp do abstynencji, którą powinno się utrzymać przez pozostałą resztę życia.
Leczenie alkoholizmu polega na głębokiej przebudowie struktury osobowości, nawyków, schematów myślowych i reakcji na stres.
Wyzdrowienie wymaga wygaszenia „śladów” nerwowych w mózgu, które przez lata łączyły konkretne bodźce (smak, zapach, widok kieliszka, stres, celebrowanie) z czynnością picia. I właśnie w tym miejscu piwo bezalkoholowe wywołuje największe spustoszenie.
Dlaczego piwo bezalkoholowe i inne zamienniki są niebezpieczne dla alkoholika?
Sięgnięcie po piwo 0,0%, bezalkoholowe wino czy napój przypominający z wyglądu i smaku tradycyjnego drinka, bywa przez pacjentów traktowane jako „bezpieczny zamiennik” lub sposób na zachowanie pozorów, na przykład podczas imprezy rodzinnej. Z punktu widzenia psychoterapii uzależnień jest to jednak poważny błąd, który bardzo często kończy się nawrotem choroby.
Ludzki mózg zapamiętuje doświadczenia w sposób kompleksowy. Alkoholizm to nie tylko uzależnienie od samej trucizny, ale też otoczki, jaka tworzy się wokół jej spożywania, w tym od zapachu napojów alkoholowych, smaku pojawiającego się na języku po wypiciu, dźwięku otwieranej puszki, a nawet widoku samej butelki.
Wypicie piwa bezalkoholowego natychmiastowo aktywuje tak zwaną pamięć sensoryczną. Mózg rozpoznaje znany od lat smak i zapach, po czym automatycznie uruchamia oczekiwanie na dopaminowy strzał, czyli na stan lekkiego odurzenia. Gdy oczekiwany efekt chemiczny nie następuje, pojawia się głęboki, podświadomy zawód i narastająca frustracja, które w krótkim czasie przekształcają się w potężny głód alkoholowy, wynikający z chęci jak najszybszej „poprawy” samopoczucia.
W terapii uzależnień doskonale znane jest pojęcie pamięci euforycznej. Jest to skłonność mózgu do wspominania jedynie tych przyjemnych dla niego elementów picia (relaks, wesołość, rozluźnienie), przy jednoczesnym wypieraniu doznawanych, negatywnych konsekwencji, jak pojawienie się kaca, mdłości i wymiotów, poczucia wstydu czy tendencji do wywoływania awantur. Smakowanie napojów imitujących alkohol uaktywnia ten mechanizm. Osoba zdrowiejąca zaczyna idealizować dawne czasy, kiedy mogła pić „bezkarnie”, co stopniowo osłabia jej motywację do utrzymywania abstynencji.
Sięganie po zamienniki alkoholu jest niemal zawsze przejawem działającego w ukryciu mechanizmu iluzji i zaprzeczeń. Chory próbuje udowodnić sobie lub otoczeniu, że panuje nad sytuacją. Trzymanie w dłoni butelki łudząco podobnej do tradycyjnego piwa daje złudne poczucie ponownej przynależności do grupy osób pijących.
W rzeczywistości jest to podtrzymywanie nawyku. Zamiast przewartościować swoje życie i nauczyć się funkcjonowania bez rytuałów związanych z piciem, uzależniony po prostu zastępuje jedną butelkę inną.
Jakie są bezpieczne alternatywy dla abstynenta?
Skoro piwo bezalkoholowe, wino 0,0% i drinki imitujące znane alkohole są zakazane, to co osoba uzależniona może pić podczas spotkań towarzyskich, na urlopie czy w czasie upalnych dni?
Odpowiedź brzmi: wszystko, co nie udaje alkoholu ani smakiem, ani zapachem, a do tego nie jest podawane w kieliszkach czy pokalach do piwa. Mogą to być zatem:
· woda mineralna z różnymi dodatkami – listkami świeżej mięty, plasterkami cytryny czy zielonego ogórka,
· soki, smoothie i podobne,
· lemoniady,
· typowe napoje gazowane,
· napoje izotoniczne.
Leczenie alkoholizmu wymaga odwagi do tego, by stanąć w prawdzie przed samym sobą. Rezygnacja z alkoholu to nie kara, lecz szansa na odzyskanie kontroli nad własnym życiem, zdrowiem i relacjami z bliskimi.
Sięganie po piwo bezalkoholowe czy inne zamienniki 0,0% jest próbą zatrzymania dawnych nawyków przy jednoczesnym uniknięciu ich konsekwencji. Niestety, w przypadku choroby alkoholowej taka kompromisowa postawa niemal nigdy się nie sprawdza. Mózg osoby uzależnionej nie daje się łatwo oszukać – smak i zapach imitacji piwa czy wina szybko odtworzą wygaszone ścieżki uzależnienia i obudzą uśpiony głód alkoholowy.
Artykuł sponsorowany
Od lat zgłębiam tematykę zdrowia, bo fascynuje mnie, jak drobne decyzje potrafią odmienić samopoczucie i jakość życia; skupiam się na praktycznych wskazówkach, które pomagają lepiej dbać o własne ciało i umysł.
